piątek, 29 lipca 2005
czwartek, 28 lipca 2005
wtorek, 26 lipca 2005

Facet wraca z pracy i widzi, jak trójka jego dzieci siedzi przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawi się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie ma najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa  przewrócona, a chodnik zawinięty pod samą ścianę. Na środku pokoju głośno gra telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie lepiej: w zlewie góra naczyń, resztki śniadania porozrzucane po stole, lodówka szeroko otwarta, psie jedzenie wyrzucone na  podłogę, stłuczona szklanka pod stołem, a przy tylnych drzwiach usypana kupka z piasku. Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał  swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś  poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne  porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów. Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na  łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień.Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:

- Co tu się dzisiaj działo?

Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:

- Pamiętasz, kochanie, codziennie gdy wracasz z pracy do domu, pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?

- Tak - odpowiedział z niechęcią.

- Więc dziś tego nie zrobiłam.

środa, 20 lipca 2005
poniedziałek, 18 lipca 2005
Zabrze, autobus linii 720 - prawie pusty. Środek zimowego dnia,
na dworze pada śnieg. Postacie: Ja, Kanar, Kierowca.

Siedzę w autobusie. Nagle wsiada Kanar.
Kanar:Bileciki do kontroli!
Siedzę dalej i tylko szyderczo się uśmiecham.
Kanar:Bilecik!
Ja:Trąbka
Kanar:Jaka trąbka?
Ja:Jaki bilecik?
Kanar:Proszę się nie wygłupiać i pokazać mi bilet!
Ja:Po co?
Kanar:Jestem kontrolerem MPK!
Ja:Nie wierzę panu!
Kanar:(pokazując mi legitymację kontrolera MPK): Oto moja legitymacja.
Ja:A oto moja (odpowiadam, pokazując legitymację szkolną).
Kanar:Proszę mi pokazać pana bilet!
Ja:Proszę mi pokazać pańską kartę szczepień!
Kanar:Ma pan bilet?
Ja:NIE.
Kanar:W takim razie proszę o dokumenty.
Ja:Nie mam.
Kanar:A ta legitymacja?
Ja:To nie moja! Znalazłem!!
Kanar:To dlaczego jest na niej pana zdjęcie?
Ja:Zbieg okoliczności!
Kanar:Proszę mi pokazać dokumenty!
Ja:Są TAM! (mówię, wskazując na kieszeń kurtki Kanara).
Kanar:Proszę mi pokazać PANA dokumenty!
Ja:Którego pana?
Kanar:Pokaże mi pan dokumenty?
Ja:Nie pokażę!
Kanar:Bo zawołam policję!
Ja:Bo zawołam ojca!
Kanar:Proszę przestać się wygłupiać.
Ja:Proszę przestać się czepiać!
Kanar:Pokaże mi pan bilet albo dokument?
Ja:No nie! Pan jest monotematyczny!!!
Kanar:Jeżeli nie zobaczę biletu będę zmuszony pana zatrzymać.
Ja:Może wreszcie mi pan wyjaśni, kim pan jest?
Kanar:(trochę zmieszany): Jestem kontrolerem MPK!
Ja:Proszę o legitymację.
Kanar:Już pan widział!
Ja:Chcę do ręki!
Kanar wyciąga legitymację i podaje mi.
Ja:(biorę ją, chowam, po chwili wyciągam i mówię): Dzień dobry, bileciki do kontroli.
Kanar:Co proszę?
Ja:Słyszał pan, jestem kontrolerem i proszę o bilet do kontroli.
Kanar:To ja jestem kontrolerem!
Ja:Ma pan bilet?
Kanar:Nie potrzebuję, pracuję w MPK!
Ja:Tak, a mój ojciec w NASA. Płaci pan teraz, czy mam wystawić blankiecik?
Kanar:(rzucając się na mnie): Proszę oddać mi moją legitymację!
Ja:Aaa! To jest napad na człowieka na służbie! Panie kierowco,
proszę zatrzymać autobus!!!
Kierowca zatrzymuje autobus, wychodzi z kabiny i podchodzi do nas.
Kierowca:Co tu się dzieje?
Ja:Jestem kontrolerem MPK, a ten pan nie ma biletu.
Kanar:Nieprawda! To ja jestem kontrolerem, a on nie ma biletu!
Kierowca:(zwracając się do nas obu): Proszę o legitymację. (Podaję mu legitymację,
on ogląda ją dokładnie i mówi): To nie jest pana zdjęcie!
Ja:Jestem po operacji plastycznej!
Kierowca:(do Kanara): Ale pan jest całkiem podobny ...
Kanar:Bo to moja legitymacja!
Kierowca:(wskazując na mnie): Tylko dlaczego miał ją ten pan?
Kanar:Bo mi ją zabrał!
Ja:Nieprawda! To jest pomówienie!
Przypadkiem wypada mi z kieszeni karta autobusowa
Kierowca:(podnosząc ją): Czy to pana?
Kanar:Przecież mówił pan, że nie ma biletu!
Ja:A niby skąd miałem wiedzieć, że wystarczy karta? Przecież pytał pan o bilet.
Kanar i kierowca (razem): IDIOTA!!!
niedziela, 17 lipca 2005
Ekspert Radia Maryja: Masoni są narzędziem szatana, a ich znakiem jest słońce.
Zwróćcie uwagę, że ten znak starają się umieścić wszędzie.
Na przykład w Polsacie się ono pojawia i na butelkach wody Bonaqua,
i jako logo partii Unia Wolności. Żebyśmy mieli kilkuset takich ojców Rydzyków
w Polsce, to nie musielibyśmy się bać masonerii.
* * *
o. Rydzyk: Trzeba pić zioła, bo to nie chemia.
Ale jak się je pije na przykład o północy, stojąc na jednej nodze, to już wtedy
zaczyna się okultyzm i diabeł.

* * *
Telefon do RM: Postuluję wyrzucenie z nazwy telewizji Polsat liter: pol. 
Bo to nie polskie. I co wtedy zostanie? Sat zostanie.
I jak dodamy do tego skrót od anteny, zobaczymy całą prawdę Sat-an!

* * *
Ekspert na antenie RM: Weźmy słowo „komputer”.
Wszystkie litery w tym słowie przyporządkujmy kolejnym liczbom w alfabecie,
potem dodajmy je do siebie i pomnóżmy przez 6. Co otrzymamy? Otrzymamy 666.
A
więc i komputer, i internet to narzędzia diabła.

* * *
Rozmowa na antenie RM: Tu Radio Maryja, katolicki głos w twoim domu. 
Słuchamy, kto się do nas dodzwonił?
- Tu... tu... Włodz...dz... dzi... m…mieeerz z No... oooo... weg...g...g...
Sącz...cz...cza...
- O widzę, że z Panem sobie nie porozmawiamy...
* * *
Słuchaczka: Ja dzwonię ze Stanów. U nas jest już taka deprawacja i kultura śmierci,
że w szkołach stoją automaty do sprzedaży prezerwatyw.

o. Jacek: To pani nie dzwoni ze Stanów, tylko z piekła.
* * *
Telefon do RM: Właśnie minął mi okres...
- I po co pani telefonuje w tej sprawie do radia?!
* * *
Słuchaczka: Jest u nas w Toronto taki jeden Amerykanin, który przez całe życie wyszukuje
i opisuje negatywne postacie Żydów.
A ja się pytam, czy w imię miłości Chrystusa nie mógłby
wyszukać kilku pozytywnych postaci tej nacji?
o. Piotr:
Proszę pani... to za niego robi Gazeta Wyborcza.
* * *
Słuchaczka: Słuchałam Pana wypowiedzi i muszę przyznać, że była ona na bardzo niskim poziomie, 
wręcz na poziomie żenującym.
o. Rydzyk: Widzicie... to telefonował do Radia Maryja szatan, choć o niewieścim głosie. A jesli to nie
sam szatan dzwonił, to jego niewolnik o imieniu Urszula.
* * *
Słuchaczka RM: Zawsze jestem zabezpieczona i noszę przy sobie prezerwatywę.
I co w tym złego? Ktoś by powiedział, że jestem puszczalska...

o. Jacek: No więc jest pani puszczalska... Na szczęście... to znaczy, niestety...
* * *
o. Rydzyk: Kochani... należy siać, siać, siać! Trzeba siać, aby urosło.
Siać... siać, a jak nie będziecie siać, to... to i tak urośnie...



Przekserowane z innego bloga:

"Znalezione w sieci:

  1. złap najbliższą książkę
  2. otwórz ją na 123 stronie
  3. znajdź 5 zdanie
  4. opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją"
Voila: "W nocy jest zajęty: stara się przeżyć".
sobota, 16 lipca 2005
Noc. W kuchni ze skrzypieniem otwierają się drzwi od lodówki. 
Wychodzi z niej spasiona mysz w jednej łapie trzymając prawie kilogramowy
kawał żółtego sera a drugi ciągnąc za sobą wielkie pęto kiełbasy. Idzie do
pokoju skąd rozlega się potężne chrapanie gospodarzy i taszczy ten cały majdan
przez środek izby w stronę szafy, pod którą ma wejście do swojej norki.
Już jest przed wejściem, gdy w świetle księżyca dostrzega pułapkę na myszy
a na niej malutki kawałeczek słoninki.
Mysz kręci z dezaprobatą głową i mruczy pod nosem :
- Jak dzieci, kurwa, jak dzieci...

piątek, 15 lipca 2005

Język niemiecki jest stosunkowo łatwy. Osoba zaznajomiona z łaciną oraz z przypadkami, przyzwyczajona do odmiany rzeczowników, opanowuje go bez większych trudności. Tak w każdym razie twierdzą wszyscy nauczyciele niemieckiego podczas pierwszej lekcji...

Na początek, kupujemy podręcznik do niemieckiego. To przepiękne wydanie,oprawione w płótno, zostało opublikowane w Dortmundzie i opowiada o obyczajach plemienia Hotentotów (auf Deutsch: Hottentotten). Książka mówi o tym, iż kangury (Beutelratten) są chwytane i umieszczane w klatkach (Koffer) krytych plecionką (Lattengitter) po to by ich pilnować. Klatki te nazywają się po niemiecku "klatki z plecionki"(Lattengitterkoffer) zaś, jeśli zawierają kangura, całość nazywa się: Beutelrattenlattengitterkoffer.

Pewnego dnia, Hotentoci zatrzymują mordercę (Attentater), oskarżonego o zabójstwo jednej matki (Mutter) hotentockiej (Hottentottenmutter), matki głupka i jąkały (Stottertrottel). Taka matka po niemiecku zwie się: Hottentottenstottertrottelmutter, zaś jej zabójca nazywa się Hottentottenstottertrottelmutterattentater. Policja chwyta mordercę i umieszcza go prowizorycznie w klatce na kangury(Beutelrattenlattengitterkoffer), lecz więźniowi udaje się uciec. Natychmiast rozpoczynają się poszukiwania. Nagle przybiega Hotentocki wojownik krzycząc:

- Złapałem zabójcę! (Attentater).

- Tak? Jakiego zabójcę? - pyta wódz.

- Beutelrattenlattengitterkofferattentater, - odpowiada wojownik.

- Jak to? Zabójcę, który jest w klatce na kangury z plecionki? – pyta Hotentocki wódz.

- To jest - odpowiada tubylec –Hottentottenstottertrottelmutterattentater (zabójca hotentockiej matki głupiego i jąkającego się syna).

- Ależ oczywiście - rzecze wódz Hotentotów - mogłeś od razu mówić, że schwytałeś Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentater!

Jak sami widzicie, niemiecki jest łatwym i przyjemnym językiem.

 
1 , 2
Archiwum
Zakładki:
Nadja zdejmuje
Nadja zdejmuje cz.2